ROZDZIAŁ
6
Po dość obfitym śniadaniu ruszyli w miasto.
Mieli dla siebie cały dzień i nigdzie się nie śpieszyli. Ula prowadziła Marka
przez kręte, urokliwe uliczki aż do samego rynku.
Zauważyli, że miasto powoli przygotowywało
się do świąt. W wielu sklepowych witrynach widniały już świąteczne akcenty.
- Tu
niedaleko przy Stolarskiej mamy jeden z naszych butików. Chcesz zobaczyć? Ja
chętnie bym poszedł i zapytał o ostatnią kolekcję. Musimy dojść do Małego
Rynku. To pod szóstką.
-
Nie ma sprawy. W takim razie prowadź.
Butik wyglądał na bardzo ekskluzywny.
Ładnie skomponowana witryna prezentowała się zachęcająco. Marek otworzył drzwi
i przepuścił Ulę przodem. Za ladą stała elegancko ubrana kobieta. Na jej widok
Marek uśmiechnął się szeroko.
-
Dzień dobry pani Ewo.
-
Pan Marek? A to niespodzianka? Nie dzwonił pan z informacją, że wybiera się do
nas.
-
Nie dzwoniłem, bo jestem w Krakowie absolutnie prywatnie. Przyjechałem do
swojej dziewczyny. To właśnie ona. Urszula Sosnowska. - Ula wyciągnęła dłoń witając
się z kobietą. – Jesteśmy na spacerze i postanowiłem wpaść i zapytać o ostatnią
kolekcję.
-
Świetnie się sprzedaje i z tego co wiem w tym sklepie na Krowoderskiej jest
podobnie. Ja w poniedziałek chciałam wysłać do was zamówienie, bo zostały
pojedyncze egzemplarze.
-
Jak ma pani gotowe, to ja zabiorę i w poniedziałek załatwię już dostawę. Będzie
szybciej.
Kobieta sięgnęła do szuflady wyciągając
wypełnione druki.
-
Proszę bardzo oto ono. Zaoszczędził mi pan czasu. Dziękuję.
- To
ja dziękuję za to, że u was zawsze wszystko idzie sprawnie i rzadko miewacie
zwroty. Będziemy lecieć. Do widzenia pani Ewo i powodzenia.
Opuścili sklep i ruszyli dalej.
- To
było bardzo miłe – powiedziała Ula.
-
Ale co? – nie bardzo rozumiał.
- No
to, że nazwałeś mnie swoją dziewczyną.
- A
jak miałem cię nazwać? Przecież jesteśmy parą, prawda?
-
Jesteśmy… - potwierdziła. – Może wejdziemy do jakiejś knajpki. Trochę zmarzłam
i chętnie napiłabym się kawy.
-
Mówisz i masz. Może tutaj? – pokazał na wejście jednego z lokali, który właśnie
mijali.
Weszli do środka i usiedli przy stoliku
zamawiając mocne espresso i po lampce wina. Ciepło panujące w kawiarence
sprawiło, że policzki Uli mocno się zaróżowiły. Z przyjemnością patrzył na nie.
Ujął jej dłoń i przycisnął do ust.
-
Ślicznie ci z tymi rumieńcami.
Ten bez wątpienia komplement znacznie je
zintensyfikował.
-
Zawstydzasz mnie.
-
Nie musisz się niczego wstydzić Ula, bo jesteś piękną kobietą i przy tym
wszystkim masz kawał wspaniałego charakteru.
Rozgrzani ponownie ruszyli spacerkiem po
mieście. Ze Starego Miasta Ula poprowadziła Marka ulicą Lubicz i Rakowiecką aż
do Uniwersytetu Ekonomicznego.
- To
tu kończyłam studia – wyjaśniała. – Może nie cieszy się aż taką renomą jak SGH
w Warszawie, ale jest równie dobry.
- Ja
właśnie kończyłem SGH na wydziale zarządzania i marketingu. Ojciec od początku
zaplanował nam studia. Alex kończył finanse, bo w firmie miał pełnić rolę
dyrektora finansowego. Z Pauliną był tylko kłopot, bo ona niespecjalnie chciała
się uczyć i dopiero jak ojciec przemówił jej do rozumu, to wzięła się za siebie
i jakoś skończyła studia, ale nie na SGH, bo nie była zbyt lotna z przedmiotów
ścisłych, tylko komunikację społeczną na Uniwersytecie Warszawskim. Jednak
marna byłaby z niej dziennikarka, bo nie jest aż tak zdolna. Firma zapewniła
jej bezpieczeństwo finansowe i właściwie nie pracuje w swoim zawodzie. Nie
pisze żadnych artykułów, a jedynie pozuje do zdjęć i jest jakby twarzą firmy.
Tak czy siak niewiele z niej pożytku. Wejdziemy na jakiś obiad? Zaczęło mi
burczeć w brzuchu a i nogom trzeba dać odpocząć.
Do domu wrócili późnym popołudniem.
Nachodzili się tego dnia, ale nie narzekali. Wieczorem Ula przygotowała ciepłą
kolację i jeszcze długo po niej rozmawiali. Było dobrze po północy, gdy kładli
się spać.
Niedzielne przedpołudnie minęło im bardzo
szybko. Za szybko. Po pysznym obiedzie Marek zaczął szykować się do powrotu.
Zeszła z nim na dół i pomogła odśnieżyć mu samochód.
-
Trochę się martwię. Pogoda nie jest dobra. Obiecaj mi, że będziesz jechał
ostrożnie i nie będziesz szarżował na drodze.
Przyciągnął ją do siebie i mocno objął.
-
Myślisz, że ryzykowałbym tak bardzo teraz, kiedy zakochałem się w tobie bez
pamięci i mam szansę na szczęśliwe życie? Obiecuję ci kochanie, że będę jechał
wolno i ostrożnie. Będę dzwonił do ciebie z trasy i wtedy, gdy dotrę już do
domu. U Zbyszka na pewno nie zabawię dłużej niż jakieś dwie godziny więc około
siedemnastej będę już w drodze do Warszawy. Następny weekend spędzisz u mnie.
Ja wszystko załatwię, żebyś nie miała żadnych problemów. Uważaj na siebie,
ubieraj się ciepło i nie choruj. Kocham cię. Bardzo cię kocham. Pamiętaj – wtulił
się w jej usta i całował długo nie mogąc się od niej oderwać. – Będę jechał.
Dbaj o siebie kochanie. Do zobaczenia.
Stała do momentu aż Lexus zniknął jej z
oczu. Czuła na policzkach łzy. Ciężko jej było rozstawać się z nim. Na pewno
będzie tęsknić, chociaż za pięć dni znowu go zobaczy.
Tak jak obiecał dzwonił do niej co jakiś
czas. Pierwszy telefon miała już po dwudziestu minutach.
-
Kochanie dotarłem do Zbyszka. On pozdrawia cię serdecznie, a ja odezwę się za
jakieś dwie godzinki.
Po tym czasie ponownie zadzwonił.
-
Ula, jestem już na trasie. Jest w miarę bezpiecznie, bo nawierzchnia jest
czarna, ale zgodnie z tym co ci obiecałem nie naciskam mocniej pedału gazu i
jadę trzymając się przepisów. Odezwę się za jakiś czas.
Kolejny telefon miała około dwudziestej
pierwszej.
-
Kochanie dotarłem. Jestem już na parkingu przed swoim blokiem. Dzisiaj nie będę
już dzwonił. Powinienem się trochę ogarnąć, wziąć ciepły prysznic i coś zjeść.
Jutro muszę wcześnie wstać podobnie jak ty. Jutro też zorientuję się w
połączeniach lotniczych i dam ci znać. Śpij dobrze moje szczęście. Kocham cię.
- Ja
ciebie też. Cieszę się, że szczęśliwie dojechałeś. Dobrej nocy Marek –
rozłączyła się. Chyba nigdy nie usłyszała tylu zapewnień o miłości w ciągu
całego życia jak w przeciągu tych prawie trzech dni. Żyjąc z Piotrem przywykła
do braku takich wyznań, bo doktorek pod tym względem był dość toporny. Marek
naprawdę ją kochał. Widziała to w jego oczach i każdym jego geście. Może to
właśnie on jest jej drugą połówką, a nie Sosnowski?
Marek odezwał się w poniedziałek wieczorem.
-
Już wszystko wiem Ula. Najbardziej pasujący lot do Warszawy jest o osiemnastej
pięć. Mogłabyś jechać na lotnisko prosto z pracy, bo i tak musisz być wcześniej
z powodu odprawy. W Warszawie wylądujesz przed dziewiętnastą a tam ja już będę
na ciebie niecierpliwie czekał. Powrót w niedzielę o godzinie dwudziestej. W
domu będziesz mniej więcej o dwudziestej drugiej, to nie tak późno i zdążysz
się wyspać. Pozwoliłem sobie wykupić już bilety i są do odebrania w kasie
lotniska. Co ty na to?
-
Jestem zaskoczona, że zadziałałeś tak szybko. Faktycznie wyliczyłeś wszystko
bardzo dokładnie. Myślę, że to dobry plan. Ja zrobię sobie w tygodniu wycieczkę
do Balic i odbiorę bilety. Przy okazji sprawdzę trasę i czy nie ma jakichś
objazdów. Cieszę się, że znowu się spotkamy.
- Ja
nie mogę się już doczekać, bo ledwie od ciebie wyjechałem, już zacząłem
tęsknić, ale damy radę. Najważniejsza jest logistyka, a tę mamy opanowaną.
W środę prosto z pracy ruszyła w stronę
lotniska. GPS prowadził ją najkrótszą trasą. Po czterdziestu minutach
dojeżdżała. – Nie jest tak źle. Nie ma
utrudnień w ruchu i objazdów. Trochę zajmuje przepchanie się przez miasto i te
cholerne światła, ale i tak czas jest dobry. Spokojnie zdążę. – Objechała
parking. Było dość tłoczno, ale widziała i wolne miejsca.
Zlokalizowała budkę a nawet dwie
przeznaczone dla strażników parkingu. Podjechała pod szlaban i nacisnęła
przycisk. Momentalnie wyskoczył bilet a szlaban podniósł się do góry.
Zaparkowała jak najbliżej wejścia do terminalu i ruszyła po bilety. Odebrała
bez problemu podając swoje nazwisko. Mogła wracać.
Po powrocie do domu połączyła się z Markiem
informując go, że trasę sprawdziła i odebrała bilety.
-
Wszystko było tak jak mówiłeś. Nie powinno być najmniejszych problemów. Wezmę
tylko bagaż podręczny, coś do spania i kilka ciuchów na trzy dni. To w
zupełności wystarczy. Widzimy się za dwa dni.
Zapakowała trochę rzeczy w niewielką torbę
i jeszcze raz sprawdziła, czy wyłączyła wtyczki z gniazdek. Zeszła na parking i
wrzuciła bagaż na tylne siedzenie. Już wczoraj na wszelki wypadek wyczyściła
schowek i wypięła radio, żeby nie było pokusą dla złodziei. Parking na lotnisku
był wprawdzie strzeżony, ale nie sposób upilnować aż tylu samochodów. Trochę
była spięta, ale starała się pracować normalnie przez całą dniówkę. Punktualnie
o szesnastej wyszła z banku. Zgrabnie wyprowadziła samochód i ruszyła na
lotnisko. Niespodzianek nie było. Zlokalizowała stanowisko Ryanair’a i stanęła
w kolejce do odprawy. Szło sprawnie i szybko. Po pół godzinie zasiadła w hali
odlotów czekając aż ktoś z obsługi zaprowadzi całą grupę pasażerów na płytę lotniska.
Połączyła się jeszcze z Markiem, bo wiedziała, że jak zajmie miejsce w
samolocie nie będzie mogła skorzystać z telefonu. Marek odebrał natychmiast.
- I
jak kochanie?
-
Jestem po odprawie i czekam na wylot. Za chwilę powinnam być już w samolocie. Do
zobaczenia za godzinę.
-
Szczęśliwego lotu skarbie. Pogoda jest dość dobra i nie powinno być
turbulencji. Sprawdziłem. Kocham cię i czekam na ciebie.
Wrzuciła torbę do schowka i zajęła miejsce.
Zapięła pas czekając już tylko na kołowanie samolotu. Nawet nie czuła momentu,
kiedy wzniósł się w powietrze. Wszystko odbyło się łagodnie i spokojnie.
Odetchnęła. Miała miejsce przy oknie, ale widziała tylko światła miasta. Zapadł
zimowy zmrok. Przymknęła oczy. Pomyślała, że z tymi wakacyjnymi miłościami nie do
końca jest tak jak twierdzą. Niektórym jednak udaje się przetrwać. Wszystko
zależy od stopnia zaangażowania partnerów i od woli bycia razem. W życiu by nie
przypuszczała, że jej znajomość z Markiem tak się rozwinie i że on tak bardzo
ją pokocha. Nie przypuszczała, że i ona odwzajemni tę miłość, i pokocha tego
człowieka całym sercem.
Lot przebiegł bez problemów. Poczuła lekkie
chybotanie i po chwili zobaczyła światła na pasie startowym. Wylądowali. Nie
znała warszawskiego lotniska więc szła po prostu za pasażerami do hali
przylotów rozglądając się za Markiem. Zobaczyła go wreszcie i uśmiechnęła się
szeroko. Pomachał do niej i zaczął przeciskać się przez tłum. Porwał ją w
ramiona i uniósł do góry.
-
Dotarłaś. Moje szczęście kochane. Dotarłaś – obsypywał jej twarz pocałunkami. –
Daj mi torbę. Zmykamy stąd. Zaparkowałem niedaleko. Zanim jednak pojedziemy do
domu zapraszam cię na kolację. Nie miałem czasu, żeby przygotować cokolwiek,
więc zamówiłem dla nas stolik w Książęcej. To jedna z lepszych restauracji w Warszawie
i dobrze dają tam jeść. - Pomógł jej wsiąść i po chwili ruszył. – Będziemy
przejeżdżać koło firmy to przynajmniej budynek zobaczysz, a jutro jego wnętrze.
Po upływie dwudziestu minut Marek parkował
przed restauracją.
-
Chodźmy kochanie, bo ja mocno zgłodniałem i ty na pewno też.
Czytałam i zastanawiałam się czy przypadkiem nie spotkają po drodze doktorka. Ale na całe szczęście nie, bo tylko popsuł by im dzień. Miłość widać rozwija się. Dobrze, że i Ula zrozumiała co czuje do Marka.
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci bardzo za tę część.
Cieplutko pozdrawiam we wczesny czwartkowy poranek.
Julita
Julita
UsuńSosnowski to już prehistoria. Nie pojawi się więcej w opowiadaniu. Jesteśmy w jego połowie, ale druga połowa będzie okresem wielkich zmian zwłaszcza dla Uli, bo Marek pewny już, co ona do niego czuje, będzie kuł żelazo póki gorące.
Bardzo dziękuję Ci za komentarz. Serdecznie pozdrawiam. :)
Operatywność Marka na najwyższym poziomie. A to jak Ula martwił się drogą Marka słodkie. Teraz kolejny weekend a już niedługo magiczny czas świąt. Może wtedy stanie się coś wyjątkowego.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam miło.
RanczUla
UsuńDobrzański mocno się nakręcił. Odwzajemnienie jego uczuć stało się motorem napędowym. Ma plan i już nie odpuści.
Najserdeczniej Cię pozdrawiam i bardzo dziękuję za wpis. :)
Fajnie się dzieje. I jest tak milosnie;) czekam na next. Pozdrawiam. Kara
OdpowiedzUsuńKara
UsuńTen weekend, to okres pewnej stabilizacji. Poznają się, ale też już wiedzą na czym stoją. Marek fruwa ze szczęścia i wciąż planuje.
Pozdrawiam Cię pięknie i bardzo dziękuję, że zajrzałaś. :)
Tyle zapewnien o milosci nie moze nie byc doceniona. Moze teraz cos? Pozdrawiam Daga
OdpowiedzUsuńDaga
UsuńOczywiście, że ta miłość będzie doceniona przez obie strony. Marek zakochał się po raz pierwszy w życiu, a Ula upatruje szczęśliwego życia u jego boku, chociaż może nie tak od razu. Marek mocno ją zaskoczy.
Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję za komentarz. :)
Ciekawe co Marek kombinuje. Aż nie mogę się doczekać następnej części. Aż miło pomyśleć, że Ule i Marek się spotkali nad morzem. Ciekawe co zrobi Febo jak się dowie o ile wróci. Bezcenna mina panny Febo, chciałabym ją zobaczyć na żywo. Przynajmniej było by co wrzucić na fejsa z napisem "Mina Febo jest bezcenna" Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPs. Polecam ci hotel Paradise Beach w Bułgarii, ale na pokój trzeba czekać do czternastej, ale naprawdę warto jest tam wypocząć, plażę masz blisko jak rzut beretem... No okej żartowałam z beretem. Jak się zdecydujesz wtedy na rękę dostaniesz opaskę z kluczem do drzwi pokoju, który jednocześnie pokazuje, że jesteś zameldowana w hotelu. Polecam ci ten hotel w wakacje. :)
Renia
UsuńMarek rozstał się z Febo i nie ma z nią już nic wspólnego. Co go może obchodzić jej mina? Nawet jeśli spróbuje jakichś osobistych wycieczek wobec Uli, to on potrafi ją ustawić do pionu.
Co do Bułgarii, to dzięki za info, ale się nie wybieram. Swój limit wyjazdów wakacyjnych wyczerpałam już jakiś czas temu.
Dziękuję Ci za komentarz. Serdecznie pozdrawiam. :)
Taką słodka ta część 🤗 Ula już w Warszawie to już Marek teraz nie odpuścić. Pozdrawiam serdecznie i czekam niecierpliwie na rozwój sytuacji. Atmosfera świąt chyba ich rozgrzeje.
OdpowiedzUsuńHalina
UsuńMarek na pewno nie odpuści i zaproponuje Uli coś naprawdę jak dla niej, szalonego.
Cieszę się, że zajrzałaś. Najserdeczniej pozdrawiam. :)
Ciekawe co wymyśli Marek i kiedy Ula wynajmie mieszkanie w Warszawie? Bardzo fajna ta część bo niesie dużą szansę na szczęśliwe i udane ich życie w przyszłości.wierze , że pomimo przeciwności jakie mają do pokonania na razie problemem jest odległość i takie związki mają szansę na szczęśliwy finał ,słyszałam o takich ,a nawet znam i tu pewnie będzie podobnie bo oni idealnie do siebie pasują.ale się rozpisałam a nie lubię zbytnio pisać komentarzy na urządzeniach mobilnych. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńJustyna
UsuńMarek szykuje dla Uli wiele spontanicznych niespodzianek, które będą dla niej sporym zaskoczeniem i nawet w pewnym momencie pomyśli, że wszystko jak dla niej dzieje się w zabójczym tempie. Czy się temu podda, wkrótce się przekonasz.
Pozdrawiam Cię serdecznie i bardzo dziękuję za wpis. :)
Po burzy zawsze Słońce przychodzi, jak przysłowie to mówi, że po smutnym okresie musi nastać czas radości. I taki właśnie czas przeżywają Ula i Marek po swoich, może nie „burzowych” ale trudnych związkach. Widać jak Marek stara się logistycznie wszystko załatwić, kupione bilety, rozpracowane przyloty i odloty. Myślę, że nawet hotelu nie będą potrzebować. Zapewne Ula nie będzie miała oporów by nocować u Marka. Miłość na odległość wcale nie jest taka zła.
OdpowiedzUsuńCo dalej wydarzy się w rodzącym się związku pokaże czas. Muszę uzbroić się w cierpliwość do następnego czwartku.
Dziękuję za dzisiejszą część Pozdrawiam serdecznie w czwartkowe popołudnie, Agata
Agata
UsuńCoś się kończy, coś się zaczyna. To, co zaczęło się między Ulą i Markiem jest bardzo pozytywne. Zakochany Marek niemal lewituje nad ziemią i wychodzi ze skóry, żeby jak najczęściej widywać swoją ukochaną. Myśli nad tym tak intensywnie, że w końcu znajdzie sposób, żeby zrealizować to marzenie.
Bardzo dziękuję Ci za wpis. Przesyłam serdeczności. :)