ROZDZIAŁ
8
ostatni
- No spróbuj smyku. Nie bój się, bo ja jestem
przy tobie i nie pozwolę, żebyś miał się przewrócić. Śmiało.
Krystian
chwiejąc się na nogach stał uczepiony łóżka, a Marek stojąc przed nim i
wyciągając do niego ręce zachęcał go do postawienia pierwszego, samodzielnego
kroku. Wreszcie przesunął prawą nogę i potem lewą. Z trudem utrzymywał
równowagę, ale mimo to stał. – No jeszcze jeden. Dasz radę. – Tym sposobem
dotarł do drzwi i uśmiechnął się do Marka uszczęśliwiony. Ula miała mokre
policzki. – A teraz z powrotem. Jesteś silny jak tur. Głowa musi rozkazać twoim
mięśniom, żeby się ruszały. No dalej… - Kiedy chłopiec pokonał drogę powrotną
aż krzyknął.
- Widziałaś mamusiu?! Dałem radę. Będzie coraz
lepiej. Już tak bardzo chciałbym wrócić do domu. Porozmawiaj z panem doktorem.
Może mi pozwoli. Przecież w domu też mógłbym ćwiczyć, albo przywoziłabyś mnie
tutaj na ćwiczenia.
Pomyślała,
że jej syn ma rację. Trochę miała już dość tej szpitalnej atmosfery.
- Co o tym myślisz Marek?
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł. W tygodniu
możesz wozić go na zajęcia tutaj, a w soboty będziemy robić sobie męskie wypady
na basen. Lubisz pływać Krystian?
- Uwielbiam! Tata uczył mnie pływać w morzu i
w tym roku pływałem już bez pompowanego koła. Mamusiu zapytaj doktora – złożył
ręce jak do modlitwy. – Ja chcę jeździć z Markiem na ten basen. – Podniosła się
z krzesła.
- Jesteś męczykichą, wiesz? Idę i spytam.
Ordynatora
zastała w pokoju pielęgniarek i poprosiła go na słówko. Wyłuszczyła z czym
przychodzi. Lekarz uśmiechnął się.
- Pewnie ma już dość leżenia w szpitalu, co?
Za kilka dni sam bym to zaproponował, bo mały świetnie sobie radzi. Ćwiczenia
utrzymamy, bo są konieczne. Skoro mówi pani, że będzie w stanie go tu
przywozić, to nie pozostaje mi nic innego jak tylko wyrazić zgodę. Jutro może
być? – Uśmiechnęła się radośnie.
- Jak najbardziej może. Proszę mi jeszcze
powiedzieć, czy on może korzystać z basenu? Lubi pływać.
- Nie ma przeciwskazań. Woda jest też
zbawienna przy tego typu niedowładach i powinna pomóc. Przygotujemy na jutro
wypis.
- Bardzo, bardzo dziękuję panie doktorze, za
wszystko. - Z dobrymi wieściami wróciła do sali. Na ich pytające spojrzenia
zachichotała – ale macie miny… Jutro wracasz do domu. Koniec twojej szpitalnej
męki.
Z
radości rzucił się jej na szyję.
Następnego
dnia przyjechali po niego oboje najnowszym modelem Lexusa Marka. Miał sentyment
do tych samochodów i przez ostatnie dwanaście lat nie zmienił marki. Ula
pomogła się ubrać synowi i pozbierała jego rzeczy. Na wypis poczekali na korytarzu.
Pielęgniarka, która im go przyniosła wskazała inwalidzki wózek mówiąc, że mogą
w nim wywieźć małego.
- Nie będzie nam potrzebny, prawda Krystian? –
Marek przykucnął tyłem do chłopca – wsiadaj. Dzisiaj masz jazdę ekstra. – Mały
zaśmiał się i objął szyję Marka. Był zachwycony. Rozbawieni zeszli na parking.
- Masz superowe auto – Krystian był pod
wrażeniem. – Kiedyś też sobie takie kupię.
Marek
usadził go na siedzeniu i pomógł zapiąć pas. Bez zwłoki ruszyli w kierunku
domu. Krystian wiedział, że Marek mieszka u nich. Ula już dużo wcześniej
uprzedziła go o tym, żeby nie było niespodzianki. Ku jej zdumieniu syn bardzo
się z tego ucieszył.
- Lubię Marka, to naprawdę świetny facet -
skwitował.
Wezwanie
na rozprawę rozwodową przyszło na adres firmy. Na razie tylko taki mógł podać,
bo przecież u Uli mieszkał bez meldunku. Nerwowo rozerwał kopertę i przebiegł
wzrokiem po treści wezwania a następnie spojrzał na kalendarz. – Za dwa tygodnie… Za dwa tygodnie będę
wreszcie wolnym człowiekiem. – Natychmiast zadzwonił do Uli i poinformował
ją o tym. W domu zjawił się z bukietem czerwonych róż i wręczając je Uli
powiedział:
- Za dwa tygodnie spełni się jedno z moich
marzeń. Wreszcie uwolnię się od tej toksycznej kobiety. Mam nadzieję na
spełnienie drugiego. Ja wiem, że to przedwczesne Ula, ale bardzo chcę być
częścią twojej rodziny i jeśli się zgodzisz, to po tych wszystkich
zawirowaniach pobierzemy się. Niczego więcej nie pragnę. Kocham ciebie i kocham
Krystiana. Wiem, że właśnie tu przy was jest moje miejsce. – Uśmiechnęła się a
ten uśmiech rozjaśnił jej twarz. Te dwa błękity, w których zakochał się kiedyś
bez pamięci patrzyły na niego z miłością. Pogładziła jego szorstki policzek.
- To rzeczywiście trochę za wcześnie, ale
wierzę, że wszystko uda nam się pomyślnie zakończyć. Twój rozwód i moją
rozprawę. Bardzo pragnę, żeby nam się udało.
- Uda się Ula. Teraz wiem, że wszystko pójdzie
po naszej myśli.
Do sądu
przyszedł z prawnikiem. Chciał się w ten sposób zabezpieczyć, gdyby Paulina
zmieniła zdanie. Wchodząc do holu zauważył ją jak siedziała na ławce. Kiwnął
jej głową na powitanie. Nie odpowiedziała, tylko obrzuciła go pełnym nienawiści
spojrzeniem. Nie przejął się. Po chwili wezwano ich na salę. Wszystko trwało
nie dłużej jak piętnaście minut. Sędzia bez problemu orzekł rozwód ze względu
na rozkład pożycia i różnice nie do pogodzenia. Paulina bez protestu podpisała
dokumenty.
Mijając
go w drzwiach syknęła na pożegnanie.
- Życzę ci żebyś zdechł za moją krzywdę.
Nie
pozostał jej dłużny i ironicznie odpowiedział.
- A ja przeciwnie. Życzę ci stu lat w dobrym
zdrowiu. Arrivederci.
W
sobotę do południa Marek z Krystianem szaleli na basenie. Ula została w domu.
Miała trochę sprzątania i koniecznie musiała uzupełnić zapasy. Ilekroć
pomyślała o Marku robiło jej się ciepło wokół serca. Jakże był inny od dawnego
Marka. Przede wszystkim stał się bardzo opiekuńczy. Odczuwała to na każdym
kroku. Z wielką pasją poświęcił się rehabilitacji Krystiana. Nigdy nie
odpuszczał tych kilkugodzinnych, sobotnich pobytów na basenie. Widział, że
pływanie ewidentnie wzmacnia mu mięśnie. Nogi były silniejsze. Jeszcze
potrzebował podpórki w postaci jego ręki, ale dobrze sobie radził i z każdym
dniem lepiej. Marek zainwestował w stacjonarny rowerek, na którym chłopak
ćwiczył z wielką pasją. Sam zauważył u siebie pozytywne zmiany i pedałował bez
obijania się. Teraz też ścigali się przemierzając długość basenu. Zdyszani
dotarli na jego drugą stronę i trzymając się barierki uspokajali oddechy.
- Marek, – wysapał Krystian – mogę cię o coś
spytać?
- Pewnie. Wal.
- Czy moja mamusia ci się podoba? – Zaskoczył
go tym pytaniem.
- Czy mi się podoba? Twoja mama jest
najładniejszą kobietą jaką kiedykolwiek poznałem. To anioł w ludzkiej skórze.
Nie znam drugiej takiej. Jest wyjątkowa, przecież wiesz.
- No wiem. Jest najlepszą mamą na świecie, ale
chodzi mi o to, czy ty kochasz mamę.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Zakochałem się w
niej przed ponad dziesięciu laty i kocham do dzisiaj. Gdyby nie to, że kiedyś
bardzo się pokłóciliśmy i że wtedy poznała twojego tatę, dzisiaj ty byłbyś moim
synem a ja jej mężem. – Mały pokiwał głową.
- Tata był fajny, ale kiedyś zrobił co złego i
rozwiedli się. Kochałem go i zawsze jeździłem do niego na wakacje. Myślałem, że
będzie mi tego brakować, tych wspólnych wypadów, ale chyba tak nie jest, bo
jesteś ty i zapewniasz mi to wszystko. Żal mi mamy. Ona od kiedy się rozwiedli
jest całkiem sama. Niejednokrotnie słyszałem jak płacze. Nie lubię kiedy jest
smutna. Teraz jak jesteś z nami ona jest zupełnie inna, wesoła. Jeśli kochasz
mamę, to może mógłbyś się z nią ożenić? Ona bardzo cię lubi i na pewno się
zgodzi.
Marek
uśmiechnął się szeroko a na jego policzkach ukazały się dwa wdzięczne dołeczki
nadające jego twarzy zawadiacki wygląd.
- Zdradzę ci tajemnicę – nachylił się do ucha
chłopca. – Taki mam właśnie zamiar. Bardzo kocham ją i bardzo kocham ciebie.
Zależy mi na waszym szczęściu. Nie chcę ci zastępować ojca, bo miałeś naprawdę
wspaniałego tatę. Ja chcę, żebyśmy zostali przyjaciółmi i dobrymi kumplami. Jak
tylko skończą się perypetie w sądzie poproszę mamę o rękę. – Krystian rzucił mu
się na szyję.
- Jesteś naprawdę fajnym facetem.
Ula
doczekała się wreszcie swojej rozprawy. Marek również został wezwany jako
świadek i składał zeznania. Potwierdził to wszystko, co powiedział po
incydencie na szpitalnym korytarzu policjantom. Paulina siedziała sztywna jakby
połknęła kij od miotły. Nie za bardzo uważała na przebieg rozprawy i wydawało
się, że ją to w ogóle nic nie obchodziło. Najważniejsza była myśl, że tam za
drzwiami przed salą zauważyła zbierający się tłumek fotoreporterów i już
kombinowała jak przed nimi uciec. Kiedyś uwielbiała brylować w warszawskich
magazynach. Uwielbiała pozować do zdjęć. Dzisiaj najchętniej schowałaby się w
mysią dziurę. O rozwodzie nikt nie wiedział więc miała spokój, choć kilka dni po
nim nękano ją telefonami w tej sprawie, bo wieści się rozniosły. Bezwiednie
omiotła wzrokiem salę sądową, by zawiesić go na stojącej przy barierce dla
świadków i zeznającej Uli. Dopiero teraz mogła jej się przyjrzeć dokładniej.
Musiała przyznać, że po dawnej Brzyduli nie pozostał ślad. Teraz była piękną
kobietą o niezwykle subtelnej urodzie. Dotarły do niej strzępy słów, które
wypowiadała.
- Ja chciałam tylko powiedzieć, że nie mam
żalu do pani Febo. Nie leży też w moim interesie, żeby trafiła do więzienia.
Proszę sąd o potraktowanie jej łagodnie.
Paulinę
zatkało. Ona prosi dla niej o łagodny wyrok? Świat się przekręca.
Wyrok
rzeczywiście ją zaskoczył. Mówiono, że przynajmniej na sześć miesięcy trafi za
kratki. Owszem dostała sześć miesięcy, ale w zawieszeniu. Opuszczała salę
sądową z podniesioną głową. Nawet nie raczyła zaszczycić spojrzeniem Uli, a co
dopiero podziękować jej.
- Widziałaś? – Marek pochylił się szepcząc jej
do ucha. – Kobieta z klasą. Koń by się uśmiał. Chodźmy stąd. Wreszcie mamy to
już za sobą. Podjedziemy do domu i zabierzemy Krystiana. Trzeba to uczcić.
Tego
wieczora siedząc w Baccaro, restauracji, którą oboje darzyli wielkim
sentymentem Marek wyjąwszy z kieszeni złoty pierścionek uklęknął przed Ulą oświadczając
się jej.
– Musisz się zgodzić mamusiu – dopingował
Krystian. – Marek to fajny facet i bardzo nas kocha. Będzie moim drugim tatą.
Wzruszona
przyjęła te oświadczyny patrząc z miłością na uszczęśliwione miny jej dwóch
najważniejszych na świecie mężczyzn.
Tej
nocy, kiedy Krystian już smacznie spał, oni kochali się po raz pierwszy od tego
pamiętnego SPA. Nie mógł uwierzyć, że jej ciała nie zniszczył czas i ciąża.
Była tak samo piękna i pociągająca jak wtedy. Nie mógł się nią nacieszyć.
Pieścił ją i całował do utraty tchu. Nie była mu dłużna. Od czasu Piotra nie
spała z żadnym innym mężczyzną. Ten akt był niezwykle intensywny i niósł ze
sobą ogrom najrozkoszniejszych doznań. Nie był też jedyny tej nocy. Kochali się
tak jakby chcieli nadrobić zaległości z całej dekady.
Zsunął
się z niej i pieszczotliwie odgarnął włosy z jej twarzy. Kolejny raz przylgnął
do jej ust.
- Kocham cię jak wariat – wyszeptał. – Jakbym
cofnął się w czasie. Kiedy pojechaliśmy do tego SPA i po raz pierwszy
kochaliśmy się, zrozumiałem, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.
Sądziłem, że nie będę potrafił bez ciebie żyć i w jakimś sensie tak było, bo
mimo, że zostałem mężem Pauliny nie byłem w stanie zapomnieć o tym wielkim
uczuciu jakie do ciebie żywiłem i nie przestałem o tobie myśleć. Jesteś
marzeniem, które było do niedawna takie nierealne, a jednak spełniło się.
Dzięki temu jestem szczęśliwym człowiekiem.
- Ja też cierpiałam. Czułam przywiązanie do
Piotra, ale nic więcej. Myślałam, że z czasem go pokocham, ale tak się nie stało.
Spełniałam obowiązki żony, ale nie robiłam tego z miłości. Kiedy urodził się
Krystian przelałam tę miłość na niego. Wreszcie miałam dla kogo żyć. Resztę już
znasz. Piotr zdradził mnie. Być może wcale nie kochał mnie tak mocno jak
twierdził? Nie miałam żalu, ale też nie mogłam z nim dłużej być, bo stracił
moje zaufanie. Kiedy zobaczyłam cię na progu mojego mieszkania po tych
dziesięciu latach prawie ścięło mnie z nóg. Wszystko wróciło, a ja musiałam
przyznać sama przed sobą, że nigdy nie przestałam cię kochać. Moje marzenie też
się spełniło.
Marek
nie nosił „żałoby” po Paulinie. Był szczęśliwy i jak najszybciej chciał to
szczęście zalegalizować. Ula nie protestowała. Jej też zależało, żeby stali się
wreszcie rodziną. W tych działaniach wspierał ich i dopingował Krystian. Nie
chciał, żeby cokolwiek go ominęło. Uczestniczył w wyborze obrączek, załatwianiu
sali weselnej i wybieraniu zaproszeń ślubnych. To miał być skromny ślub. Ojciec
Uli już nie żył, ale była Ala, która w Rysiowie wychowywała jej nastoletnią
siostrę, a z Niemiec miał przyjechać jej brat, który tam ułożył sobie życie.
Mieli być ich świadkami.
Któregoś
dnia podjechali wszyscy pod dom seniorów Dobrzańskich chcąc i im wręczyć
zaproszenie na ślub. Helena przyjęła ich bardzo chłodno. Ula poczuła się wręcz
niezręcznie. Natomiast Krzysztof bardzo się ucieszył z tej uroczystości i
zapewnił, że na pewno się zjawi.
Sama
ceremonia trwała krótko, bo pobierali się w Urzędzie Stanu Cywilnego. Helena
oczywiście nie była obecna czym zraziła sobie syna już na dobre. Nie chciał jej
znać. Za to Krzysztof dotrzymał słowa. Bardzo polubił Ulę już wcześniej i był
jej zawsze wdzięczny, że uratowała firmę przed plajtą. Polubił Krystiana.
Kiedy
Marek kupił dla nich dom, Krzysztof był tam częstym gościem. Za to jego żona
coraz bardziej gorzkniała. Samotnie krążyła po swoim wielkim domu nie mając
nawet do kogo ust otworzyć. Jej ukochana Paulinka nie mogąc znieść wstydu
wyjechała do brata do Mediolanu i nawet nie raczyła zadzwonić od czasu do
czasu. Coraz częściej Dobrzańska zastanawiała się, czy w ogóle było warto
swatać ją z Markiem, ale było już za późno na żal i łzy.
Kilka
miesięcy po ślubie okazało się, że Ula jest w ciąży. Wpadła w prawdziwą panikę.
Miała ponad trzydzieści sześć lat i poważne obawy, czy to dziecko urodzi się
zdrowe. Praktycznie od początku była pod stałą opieką lekarzy, a jej mężczyźni
robili wszystko, by nie czuła dyskomfortu.
Kiedy
urodziła małą Karolinę Marek szalał ze szczęścia. Podobnie Krystian. Dziecko
było zdrowe i miało wszystko na swoim miejscu. W dodatku było podobne do Marka.
Siedzieli
w salonie przy płonącym kominku. Krystian czytał książkę, a Ula kołysała
Karolinkę do snu nucąc jej coś cichutko. Marek postawił tacę z kolacją na stole
i z miłością kontemplował ten obrazek. – Tak
wygląda szczęście – pomyślał. – Moje wielkie,
potrójne szczęście.
K O N I
E C
wytrzymałam i jestem pierwsza, rozdział cudo, sielanka trwa, jednak warto mieć marzenia, bp mogą się spełnić , dziesięć lat to strasznie długo, a jednak znowu są razem.Helenka trochę późno zrozumiała swój błąd, ale dobrze jej tak spotkała ją zasłużona kara., pozdrawiam B.
OdpowiedzUsuńrano po przeczytaniu jeszcze raz tego rozdziału naszła mnie taka myśl, co za ironia losu, że Marek będzie opiekował się synem swojego największego konkurenta , a Krystian super chłopak taki rozsądny jak na swój wiek i bardzo mu zależy na matce i jej szczęściu, dobrze że tak przyjął Marka, miłej niedzieli, buziaki B
UsuńB.
UsuńWychodzi na to, że na miłość nigdy nie jest za późno nawet wtedy, gdy bezpośrednio zainteresowani mają sporą przerwę. Związki bez miłości nie rokują za dobrze, bo zbyt szybko zaczyna dochodzić do niesnasek i nieporozumień. Pierwszą miłość zawsze darzy się największym sentymentem. To właśnie zostało wykorzystane w tej historii. Mimo, że ona po przejściach i on z przeszłością, to oboje nigdy nie zapomnieli o tym silnym uczuciu jakie ich kiedyś łączyło i to jest najpiękniejsze. No może jeszcze to, że potrafili stworzyć związek, w którym wszyscy są szczęśliwi.
Dziękuję za wszystkie komentarze i najserdeczniej Cię pozdrawiam. :)
Mimo wszystko, są razem, kochają się i tworzą prawdziwą rodzinę :) Gdy zaczynałam czytać tę historię nie byłam do niej przekonana, ale po przeczytaniu ostatniej części muszę powiedzieć I like it :D Ma wszystko na swoim miejscu? haha Wiedziałam, że będą mieli dziecko, czułam to :P I nie myliłam się...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, serdecznie i czekam na środę, UiM
UiM
UsuńNie mogło zakończyć się inaczej. Wspólne dziecko to taka wisienka na torcie, która spaja tę rodzinę.
Muszę Ci powiedzieć, że ja bardzo długo zbierałam się do dopisania dalszego ciągu tej historii. Biedronka postawiła wysoką poprzeczkę i zupełnie nie miałam konceptu jak pociągnąć to dalej. Tym większa moja radość, że jednak opowiadanie Ci się spodobało.
Jestem Ci wdzięczna za każdy wpis i pozdrawiam gorąco. :)
PS.
W środę po południu pierwsza część nowego opowiadania.
Witaj Małgosiu,
OdpowiedzUsuńmyślałam, miałam nadzieję, naiwnie łudziłam się, że Paula a przede wszystkim Helena coś zrozumieją, że przemyślą swoje postępowanie i że może nie będą przyjaciółmi ale chociaż nie będą zionąć nienawiścią zarówno do Marka jak i do bogu ducha winnej Uli. Niestety brak piątej klepki oraz pycha im to uniemożliwił:( Tak po ludzku i mimo wszystko żal mi w tym wszystkim Heleny. Postawiła nie na to dziecko co trzeba, to na pewno jest dla niej ogromna kara. Zapewne się nie spodziewała, że jej ukochana Paulinka tak szybko o niej zapomni. Nie tylko nie zaproponowała jej wspólnego wyjazdu, ale nawet nie zadzwoni do niej a przecież wcześniej nie mogła się bez jej rad i obecności obyć, tworzyły taki "wspaniały" duet, a teraz nic!? Odwrotnie niż jej jedyny syn, on wyciągał do niej pomocną dłoń ale to ona nie chce z tej szansy skorzystać. Przecież gdyby się opamiętała, to nawet teraz byłaby mile widziana w nowej rodzinie Marka, no może nie tak wylewnie jak Krzysztof ale na pewno znalazłaby tam swoje miejsce! Marek i Ula nie są tak pamiętliwi:) A tak swoją drogą, to niesamowite jak Helena mogła nie być na ślubie jedynaka nie do tej pory nie widziała swojej wnuczki, przecież to krew z jej krwi, niewiarygodne!!!! Bardzo się cieszę, że okazałaś się tak bardzo szczodra w uszczęśliwianiu. Nie ma co się dziwić, że Marek i Ula lewitują ponad podłogę ze szczęścia, ale takim samym uczuciem obdarzyłaś Krystiana i Krzysztofa. Najbardziej się cieszę z Krystiana. Dzięki nowej rodzinie, dzięki Markowi tak bardzo nie odczuwa braku taty, wspaniale:) Do tego jest coraz bardziej sprawny fizycznie - ten pomysł z basenem, to strzał w dziesiątkę, również dlatego, że panowie się mogli lepiej poznać! Krystian teraz będzie też mógł się sprawdzić w roli wzoru dla swojej malutkiej siostrzyczki:) Sielsko i anielsko:) Dziękuję za to opowiadanie, miałaś twardy orzech do zgryzienia jak wyprowadzić ich z takiej ciężkiej sytuacji, ale jak zwykle wszystko się wspaniale skończyło:) Mam cichutką nadzieję na środę? Serdecznie i cieplutko Cię pozdrawiam życząc przyjemnej niedzieli:),
Gaja
Gaju
UsuńMyślę, że będzie mi brakować tych powalających długością, analitycznych komentarzy.
Tacy ludzie jak Paulina rzadko zmieniają zdanie, bo są zbyt zadufani w sobie i we własnym mniemaniu najmądrzejsi. Podobny typ prezentuje Helena, chociaż ta przynajmniej zaczęła żałować i chyba zrozumiała, że pchanie na siłę Marka w ramiona Pauliny nie było dobrym posunięciem. "Córka" ją rozczarowała, a ona rozczarowała i swojego męża i swojego syna, który definitywnie się od niej odciął. Krzysztof to szanuje i nie naciska na juniora, żeby jednak przebaczył matce. Doskonale rozumie, że ona dopuściła się rzeczy, którą trudno byłoby wybaczyć i tak naprawdę działała nie dla dobra Marka, ale na jego szkodę. Obie i Paulina i ona niejako przeszły już do historii, a dla świeżo poślubionych państwa Dobrzańskich zaczyna się nowy, szczęśliwy etap w życiu. Mają wspólne dziecko, a i to pierwsze jest przez Marka kochane i dzięki temu nie odczuwa braku ojca. Happy end musiał być bezapelacyjnie.
Oczywiście w środę kolejne, już ostatnie opowiadanie.
Dziękuję, że tak wiernie trwasz przy tym blogu i komentujesz. Ściskam Cię najserdeczniej. :)
Małgosiu,
Usuńjestem święcie przekonana, że niczego Ci nie będzie brakowało, bo przecież masz do nas wrócić po podreperowaniu zdrowia:) Obiecałaś!? Nie odbieraj mi czekoladki w postaci Twoich odwiedzin, mogą być rzadsze, ale muszą być, pięknie proszę:) O czymkolwiek byś nie pisała, ja na pewno z wielką chęcią i ochotą będę czytała i zapewniam Cię, że będę komentowała:) W tak zwanym międzyczasie będę uzbrajać się w cierpliwość i trzymać kciuki za pomysły, które jestem przekonana drzemią gdzieś w Twojej głowie:) Postaram się wykorzystać też ten czas na poskromienie swoich myśli i nauczenia się pisania jaśniej o co mi tak naprawdę chodzi:) Myślę też, że nie tylko ja liczę na Twój powrót! Zobacz ile masz wejść na bloga! Po prostu bardzo dobrze czytało się i czyta w dalszym ciągu o perypetiach "znanych" nam osób i do tego przez większość lubianych:) Tworzenie nowych postaci jest bardzo pracochłonne, co nie oznacza, że niemożliwe:) Inaczej nie powstawałyby nowe książki:) Ja bardzo wierzę w Twój powrót, zresztą już to pisałam, że nie wyobrażam sobie aby było inaczej:) Przecież jesteś miłościwa i nie zostawisz "swoich dzieci" na pastwę losu, prawda!? A obecnie jestem zadowolona z tego co nam dajesz i z niecierpliwością czekam na środę:) Uściski,
Gaja
Gaju
UsuńChciałabym mieć tyle wiary w siebie ile Ty masz we mnie. Tymczasem sytuacja pogarsza się z dnia na dzień i naprawdę trudno cokolwiek przewidzieć. Chciałabym, żeby już była poza mną przynajmniej połowa tych wszystkich zabiegów i żeby okazały się na tyle skuteczne, że w miarę normalnie mogłabym funkcjonować. Póki co jestem jednym wielkim bólem, z którym zmagam się co dnia, ale tylko jestem bardziej otumaniona lekami, a boli nadal, bo one już nie działają. Nawet pisać mi jest źle, bo choroba zaatakowała prawy bark i rękę. Nie mam pojęcia, co dalej będzie. Przynajmniej ręce chciałabym mieć sprawne.
Trzymaj więc mocno kciuki za mnie, bo to, czy wrócę do pisania uzależnione jest od mojej sprawności nie umysłowej, ale fizycznej. Buziaki. :)
Małgosiu,
Usuńodpowiedzi udzieliłam w e-mailu:)
Gaja
Dzięki Gaju. Odpowiem jutro, bo już dzisiaj padam na twarz. Dobrej nocy. :)
UsuńBardzo ciekawa historia. Od początku do końca świetnie napisana. Paulina nie zmieniła się ale ja nie wierzyłam ,że się zmieni. To nie jest typ osoby ,który umie schować dumę do kieszeni. Unosi się pychą i jest straszną egoistką. Przecież przez tyle lat zauważyła ,że Marek nie jest z nią szczęśliwy a jednak nie myślała o odejściu. Do miłości nikogo nie można zmusić a jej miłość była chora. Zaborcza i nieczysta. Jeśli można w ogóle nazwać to ,,miłością'' . Nauczyła się kontrolować gniew ale cale życie przecież nie można grać. Życie jest jest grą. Najważniejsze aby być sobą. A Paulina jest osobą w tym opowiadaniu bardzo zaborczą, nerwową i sfrustrowaną. Nawet przypuszczam ,że ona może cierpi na nerwice? Skoro tak potraktowała wtedy Ulę? To był bardzo nieprzyjemny incydent. Ula jest zupełnie inna dobra ,szanująca ludzi i opanowana. Chociaż wiele w życiu przeszła. I cierpiała zarówno przez Marka jak i Piotra. Na szczęścia miała dla kogo żyć bo był Krystian. Nawet jeśli nie była z Piotrem miała przy sobie kogoś do kochania. To bardzo ważne. Sosnowski był kiepskim mężem ale dobrym ojcem. Jednak na jej drodze ponownie pojawił się Marek. Wielka miłość. Gdy go spotkała nie sądziła ,że uda im się stworzyć jeszcze związek. A teraz Dobrzański wreszcie się rozwiódł. Ula została jego żona i są bardzo szczęśliwi. Marek dla Krystiana jest takim drugim ,,tatą'' . Ula została jego żoną a na świecie pojawiło się jeszcze ich wspólne dziecko. Chociaż nie myślałam o tym ,że ula jeszcze urodzi. Nie ,że jest za późno bo i kobiety po 40 rodzą ale tak po prostu. I jest happy end. Mimo ,że od początku wiedziałam ,że on będzie jakoś fajnie się to czytało i cieszę się ,że to się tak skończyło. Nie obrażałam sobie w tym opowiadaniu innego zakończenia. Co aż sobie się dziwię. O matko ale się rozpisałam. Z niecierpliwością czekam na kolejne opowiadanie. Jestem ciekawa co tym razem wymyślisz i kto będzie grał drugie skrzypce. Bo To ,że Marek i Ula pierwsze to jest oczywiste. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńDodam jeszcze ,że Krzysztofa postawa trochę mnie zaskoczyła ale to dobrze ,że zaakceptował Ulę jako nową synową i polubił Krystiana. Helena jednak zdecydowała inaczej . Jej postawa mnie rozczarowała po raz kolejny. Najpierw popychała swojego syna w związek bez przyszłości. Tak naprawdę nie powinno nigdy dojść do ślubu Pauliny i Marka. A on nie powinien ulec ale na szczęście po latach naprawił swój błąd i nareszcie jest szczęśliwy. Z Ulą teraz tworzą rodzinę.
OdpowiedzUsuńJustyna
UsuńAleż się rozpisałaś. Po prostu opadła mi szczęka, bo do tej pory to Gaja przodowała w długościach komentarzy.
Przecież wiesz, że żadnego opowiadania nie zakończyłam tragicznie, więc i tu nie mogło być inaczej. Biedronka na początku bardzo zagmatwała całą sytuację. Minęła dekada od ostatniego spotkania Uli i Marka, a po tak długim czasie jest raczej niemożliwe sklejenie czegoś, co rozpadło się tak dawno. No ale jakoś mi się udało i wszyscy wreszcie są szczęśliwi poza Heleną i Pauliną. Ktoś musiał dostać nagrodę, a ktoś musiał ponieść konsekwencje swoich czynów. Jakby na to nie patrzeć sprawiedliwość musi być.
Wielkie dzięki za ten długaśny wpis. Miałam co czytać. Serdecznie Cię pozdrawiam. :)
Ula za stara na dziecko? Teraz dużo kobiet rodzi po 30 bo musi najpierw dorobić się i zarobić na nie. Są też kobiety które rodzą po latach od poprzedniego porodu. Moja mama np. miała 41 jak urodziła bliźnięta.
OdpowiedzUsuńA co do opowiadania to taj jak myślałam. Paulina i Helena nie zmieniły się. Chociaż co do tej drugiej to miałam nadzieję, że wnuczka coś zmieni. Nie jest jednak o tym nic wspomniane to pewnie nie. Jest pewnie za dumna, aby przyjść do syna. Przynajmniej mała będzie mieć kochającego dziadka.
Pozdrawiam miło.
Ranczula
UsuńJa nigdy nie napisałam, że ona jest za stara na dziecko. Ja napisałam tylko o jej panice jak dowiedziała się o ciąży, bo miała już przecież 36 lat, a kobietom po trzydziestce częściej zdarzają się ciążowe powikłania niż tym młodszym, co oczywiście nie jest regułą i nie jest powiedziane, że kobieta starsza nie jest w stanie urodzić zdrowego dziecka. Jednak wśród takich kobiet urodzenie np. dziecka z zespołem Downa jest znacznie częstsze.
Opowiadanie miało zakończyć się szczęśliwie, więc ani mi nie przeszło przez myśl, że Ula miałaby mieć jakiekolwiek komplikacje i oto mamy cud, miód i orzeszki.
Dziękuję Ci za wszystkie komentarze i najgoręcej pozdrawiam. :)
Tak wyglada szczescie :)
OdpowiedzUsuńPiękne podsumowanie :) bardzo ładne opowidanie i zakoncznie. Stracili ponad 10lat, ale ich milosc jest jeszcze mocniejsza, sa madrzejsi i dojrzalismy. Krystian to wspanialy, mlody czlowiek :) i w dodatku maja jeszczze male szczescie - Karolinke ;) "szkoda" Heleny, ktora nestety nieumiala albo nie chciala przejrzec na oczy i przyznac sie do bledu, ale fajnie, ze Krzysztof umial sie zachowac :) Pozdrawiam cieplutko ;) Magda M.
Dzięki Magda za miłe słowa i za komentarze pod każdą częścią. Pozdrawiam Cię najserdeczniej i zapraszam na środowe popołudnie. Uściski. :)
UsuńAle uczucia musi mieć matka kiedy widzi swojego syna jak chodzi. To jest nie do opisania. Uwielbiam basen tak jak Krystian. Będzie mógł jeździć z Markiem. Rozwód minął pomyślnie. Piętnaście minut to szybki czas. Nie wiedziałam, że Paulina jest taka nie miła. Przecież go tak kocha. Ale ten Krystian odważny chłopak. Marek musiał być zdumiony takimi słowami. Akceptacja małego bardzo była mu potrzebna. Dobrze tak Paulinie. Za kogo ona się uważa? Każda gazeta powina napisać o niej prawdę, żeby z domu nie mogła wyjść. Marek kieruje do Uli prawdziwe wyznanie. Aż można się po płakać. Wyznanie miłości to najcudowniejsza rzecz jakom można usłyszeć od drugiej osoby. Helena powina być szczęśliwa, że jej jedyny syn jest właśnie szczęśliwy. A ona nie umie zrozumieć błędu jaki popełniła. I piękny the end. Ale z Marka Szczęściarz
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :)
Aneta
UsuńJeśli rozwód następuje bez orzekania o winie to sprawa toczy się błyskawicznie. Dłużej trwa jak strony zaczynają prać brudy. Marek mógłby tak zrobić, ale jemu bardziej zależało na szybkim zakończeniu tego chorego związku i na ślubie z Ulą. A Helena, no cóż... sama jest sobie winna. Mogła poprawić relacje z synem będąc na jego ślubie, ale nie przyszła. Jej strata, prawda?
Dzięki za komentarz. Serdecznie pozdrawiam. :)
Część super, choć przewidywalna. Cieszę się, że Krystian wychodzi na prostą, a związek Uli i Marka jest oficjalny :)
OdpowiedzUsuńI to jest ostatnia Twoja publikacja?? :O
Pozdrawiam Andziok
Andziok
UsuńU mnie wszystkie ostatnie części są przewidywalne. To nie jest ostatnia publikacja. Od środy zaczynam wklejać ostatnie z zapowiadanych opowiadań pt. "Narodzona na nowo" i już serdecznie Cię zapraszam.
Gorąco pozdrawiam. :)