KOCHANI
Dzisiaj licznik
pokazał osiem milionów. Osiem milionów wejść na blog moich wiernych
czytelników. Ta liczba jest ogromna i dla mnie wręcz abstrakcyjna. Zakładając osiem
lat temu blog na innej platformie nawet nie pomyślałam o takiej ogromnej ilości
odwiedzin. Ten na Bloggerze założony został niejako z konieczności i początkowo
szczerze żałowałam tego starego, bo miałam już na nim jakiś dorobek. Tymczasem
rzeczywistość przerosła wszelkie wyobrażenia. To właśnie tutaj zyskałam ogromne
rzesze wiernych czytelników, którzy trwają przy tym blogu kilka ładnych lat.
Czytają i komentują, co dla autora jest bezcenne. Powtarzałam i będę to
powtarzać zawsze, że gdyby nie Wy, ten blog po prostu by nie istniał, bo ja nie
znalazłabym żadnego powodu do pisania.
Jestem Wam wszystkim bardzo
wdzięczna za wsparcie, doping, motywację i dziękuję za wszystkie wirtualne
chwile spędzone z Wami.
Bądźcie nadal razem
ze mną a ja zrobię wszystko, żebyście nie znudzili się moją pisaniną.
Nie przestając
dziękować pozdrawiam Was wszystkich najserdeczniej.
Gośka
Ps.
Na tę okoliczność jako skromny bonus wstawiam miniaturkę pt. „Randka”
z nadzieją, że przypadnie Wam do gustu.
„RANDKA”
Ślubny bukiet z fioletowych anemonów
poszybował wysoko w górę i spadł prosto w jej ręce.
Zarumieniła się i chcąc ukryć to
zażenowanie schowała twarz w delikatnych płatkach kwiatów. Podbiegła do niej
Kinga, żona jej młodszego brata i zarzuciła na głowę welon.
- No
Ula, teraz już się nie wymigasz. Przez twoje lenistwo i niechęć do randek
zachwiałaś równowagę w tej rodzinie, bo my powinniśmy się pobrać po tobie.
-
Wiesz, że to nieprawda – broniła się mówiąc do bratowej szeptem. – Gdybyście
tak nie zaszaleli, – znacząco spojrzała na brzuch panny młodej – to nie
musielibyście się tak śpieszyć.
- No
dobrze, już dobrze… Nie bądź dla nas taka surowa. A teraz zatańcz z moim
kuzynem, bo to on złapał muszkę Jaśka.
To wesele było bardzo udane. Mimo, że nie
miała żadnej osoby towarzyszącej, to jednak wybawiła się tak, że jeszcze przez
kilka dni bolały ją nogi. Po wyjeździe w dwutygodniową podróż poślubną Jaśka i
Kingi ojciec długo jeszcze wspominał ten ślub i niby przy okazji tych
wspominków zagadywał swoją najstarszą latorośl o to, kiedy wreszcie ona
znajdzie sobie kogoś i uszczęśliwi go wnukami. Miała duże wątpliwości, czy
nastąpi to w tej pięciolatce. – Tata i
jego sny o przystojnym zięciu.
Zdecydowanie nie miała powodzenia.
Kandydaci do jej ręki nie pchali się drzwiami i oknami. Właściwie do końca nie
było wiadomo skąd ten pech, bo przecież nic jej nie brakowało. Nie była
wprawdzie jakąś skończoną pięknością, ale też nie była brzydka. Może gdyby
zainwestowała w modniejsze okulary o lekkich oprawkach i zdecydowanie
mniejszych niż te, która nosiła teraz, jej uroda znacznie by zyskała. Sęk w
tym, że Urszula Cieplak była bardzo praktyczną osobą i nie wydawała
niepotrzebnie pieniędzy, jeśli nie uznała tego za absolutną konieczność.
Od kiedy skończyła studia i zatrudniła się
w jednym z warszawskich banków ubierała się schludnie, ale dość monotonnie. W
pracy obowiązywał ją profesjonalny strój i była to zazwyczaj popielata lub
czarna marynarka, do niej spódnica w tym samym kolorze i biała bluzka. Większość
pracowników banku tak właśnie się nosiła więc nic dziwnego, że Ula nie
wyróżniała się w ogóle z tego jednolitego tłumu. Sama uważała zresztą, że
kostium zawsze wygląda dobrze, jest praktyczny i wystarcza na długo.
Jakby na to nie patrzeć nie wzbudziła
zainteresowania u żadnego ze swoich firmowych kolegów, a poza pracą nie znała
nikogo, kto chciałby zaryzykować i pójść z nią na randkę. Początkowo
niespecjalnie się tym przejmowała. Dobrze jej było w rodzinnym domu. Teraz po
weselu Jaśka ojciec jednak naciskał na nią, że powinna znaleźć lekarstwo na
swoją samotność.
- Ja
i tak myślę córcia, że za bardzo uciekłaś w pracę i przegapiłaś swoje najlepsze
lata. Jeszcze rok i stuknie ci trzydziestka. Twoje koleżanki już dawno
powychodziły za mąż i dorobiły się dzieci. Jak tak dalej pójdzie, to możesz nie
zdążyć i będziesz potem żałować a ten pracoholizm odbije ci się czkawką.
Częste powroty do tego tematu powodowały,
że Ula może nie obsesyjnie, ale jednak zaczęła myśleć o swoim życiu singielki.
Z czasem nawet zaczęło ją to uwierać. Nie była głupia. Wiedziała, że na pewno
nikogo nie znajdzie jeśli w siebie nie zainwestuje. Pierwszy był optyk.
Wymieniła stare okulary na nowe znacznie lżejsze i mniejsze. Zachęcona przez
sprzedawcę zakupiła komplet soczewek. Potem był fryzjer, który tak
profesjonalnie podszedł do jej włosów, że po ponad trzech godzinach spędzonych
w salonie nie poznawała sama siebie. Teraz była naprawdę atrakcyjną, ładną
kobietą. Zakończeniem tej metamorfozy miał być zakup porządnych, markowych
ubrań.
Miała z tym trochę problemów, bo oszczędna
z natury z ciężkim sercem decydowała się na coś droższego od przyjętych przez
nią standardów. Jakoś ogarnęła to wszystko. Na początek uznała, że przez dwa
tygodnie po pracy będzie chodziła na spacery do pobliskiego parku, żeby
zwiększyć szanse zainteresowania sobą jakiegoś mężczyzny.
Pod koniec pierwszego tygodnia zaczęła
wątpić, czy pozna kogokolwiek. Popołudniami ławki oblegane były przez matki z
małymi dziećmi lub staruszków wystawiających swoje pomarszczone twarze do
słońca. Najwyraźniej park nie zdawał egzaminu. Pomyślała nawet, że może
wzięłaby ze schroniska jakiegoś psa, bo panów z czworonogami przewijało się
przez park dość sporo. Szybko zrezygnowała jednak z tego pomysłu. Panowie zazwyczaj
byli dużo starsi od niej i mieli obrączki na palcach. Samotne chodzenie do
klubów czy pubów nie uśmiechało jej się w ogóle. Tam gromadził się oprócz
„normalnych” ludzi podejrzany element a na taki za żadne skarby nie chciała
trafić.
Kilka razy wybrała się sama do kina, ale to
nie przyniosło spodziewanych efektów. Była w kropce. Kompletnie wyczerpały jej
się pomysły jak przyciągnąć uwagę tego jednego, jedynego.
Któregoś dnia była świadkiem rozmowy dwóch
jej koleżanek. Prowadziły ożywioną dyskusję w damskiej toalecie na temat portalu
randkowego. – A może to? – pomyślała.
Wprawdzie naczytała się różnych negatywnych opinii na temat takiej formy
randkowania, ale przecież nie wszyscy, którzy tam się logują są zepsuci i źli.
Trochę zaufania do ludzi też trzeba mieć.
Wróciwszy do domu zamknęła się w swoim
pokoju i odpaliła laptop. Weszła na portal „Dwiepołówkipomarańczy.pl” i
założyła sobie na nim profil. Jako login wpisała Solitario29, co oznaczało ni
mniej, ni więcej samotną, tyle że po włosku. O sobie napisała bardzo
lakonicznie, że szuka bratniej duszy. Człowieka, który potrafi słuchać, dzielić
radości i smutki i wspierać bez względu na wszystko.
Tyle co skończyła pisać już ktoś się
odezwał a po nim dwóch kolejnych. Niestety cała trójka proponowała usługi
seksualne więc od razu ich odrzuciła. – Co
ci faceci mają w głowie? To jakieś niewyżyte hieny. Obrzydliwość. – Potem
jednak znowu ktoś napisał. Tym razem był to bardzo miły wpis. Człowiek tak jak
ona czuł się w życiu samotny i tak jak ona szukał bratniej duszy. Wymienili
podstawowe informacje o sobie, chociaż on był bardziej wylewny. Pisał, że ma
trzydzieści trzy lata i od dawna jest sam. Nie miał szczęścia w życiu zwłaszcza
do partnerek. Uli wydało się to trochę dziwne, gdy twierdził, że one wszystkie
czyhały tylko na jego pieniądze.
-
Ostatnia okradła mnie. Włamała się na moje konto w banku i wyczyściła je
dokumentnie. Do teraz dźwigam się z tej straty.
Ula współczuła mu. Pocieszała, że na pewno
się odkuje, tylko potrzebuje czasu. Jeszcze długo z nim rozmawiała. Było już
późno, kiedy wyłączyła komputer i położyła się spać. Nie wiedziała co myśleć o
facecie, który podpisał się „Straceniec”. Czy rzeczywiście prześladował go taki
pech, czy też był po prostu zwykłym nieudacznikiem, który nie radził sobie w
życiu i szukał kogoś, kto go przez to życie przeprowadzi? Mimo to uważała, że
ta rozmowa była całkiem miła. Nie było przekleństw ani dwuznacznych propozycji.
Rozmawiali ze sobą przez kilka dni, kiedy
włączył się niejaki Mirek. Po sposobie w jaki wyrażał swoje myśli można było
sądzić, że jest osobą niezwykle pozytywną. Dużo żartował i tym wprowadzał Ulę w
dobry nastrój. Był niejako odskocznią od coraz bardziej przygnębiającego
Straceńca.
Po dwóch tygodniach ten ostatni
zaproponował spotkanie. Trochę Ulę zaskoczył, chociaż z drugiej strony przecież
tego właśnie oczekiwała.
-
Spotkajmy się Ula – pisał. – Jestem taki ciebie ciekaw. Może prześlesz mi swoje
zdjęcie? Chciałbym wiedzieć jak wyglądasz. Przecież jakoś musimy się rozpoznać.
Ja za chwilę wyślę ci moje.
Zdjęcie, które od niego dostała było jakieś
niejednoznaczne. Wyglądał na dość wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę o
przydługich włosach i zaroście na twarzy. To przez ten zarost właśnie nie mogła
dokładnie mu się przyjrzeć, ale nie miała odwagi prosić go o przesłanie bardziej
wyraźnego.
-
Jaka ty jesteś piękna – zachwycał się z kolei jej fotografią. – Wiedziałem, że
masz wspaniałe, dobre wnętrze, ale nie sądziłem, że i zewnętrze jest takie
atrakcyjne. To co? Umówisz się ze mną? Miejsce i czas spotkania pozostawiam
tobie.
Umówiła się z nim przed wejściem głównym do
Pałacu Kultury w sobotnie popołudnie. Zgodnie z umową włożyła na siebie sukienkę,
którą mu dokładnie opisała.
Pojawił się punktualnie podobnie jak ona.
Przywitał się z nią całując jej dłoń.
-
Bardzo się cieszę, że możemy spotkać się w realu – zagaił. – Zdjęcie nie
kłamało. Jesteś bardzo piękna.
- Za
to twoje było mało wyraźne i gdybym to ja miała cię rozpoznać, to z pewnością
by mi się nie udało. Oprócz pseudonimu posługujesz się jakimś imieniem, bo do
tej pory go nie znam?
-
Oczywiście. Rafał. – skłonił głowę. – Pójdziemy gdzieś na kawę? Tu niedaleko
jest przytulna kafejka…
-
Bardzo chętnie.
Zajęli stolik a Rafał zamówił dwie kawy.
-
Chcesz do tego coś słodkiego? – zapytał, ale odmówiła. Bardziej obchodziło ją,
co to za człowiek, czym się zajmuje i jakie ma zainteresowania.
-
Skończyłem technikum ogrodnicze, ale nigdy nie pracowałem w swoim zawodzie.
Przez lata sprowadzałem z Niemiec uszkodzone podczas wypadków samochody, tu je
remontowałem i sprzedawałem. Biznes kręcił się świetnie a potem dopadł mnie
pech. Rynek się nasycił a ja mogłem tylko bezradnie rozkładać ręce. Chciałem
zainwestować w coś innego, ale wtedy wszystko straciłem. Moja partnerka okazała
się zwykłą złodziejką a ja nie mogłem jej nic udowodnić. To między innymi
dlatego chciałem się z tobą spotkać. Mam na oku niezwykle opłacalny interes,
ale potrzebuję tylko trochę finansowego wsparcia. Na początek ty wyłożyłabyś
pieniądze, a potem ja spłaciłbym cię w jednej drugiej i w ten sposób
zostalibyśmy równorzędnymi partnerami. Co ty na to?
- Co ja na to? Myślę, że jednak trafiłam na
naciągacza, który szuka naiwnych do spółki. – Podniosła się od stolika. – No cóż… Myślę, że jesteś albo
nieudacznikiem, który topi w nietrafionych biznesach nie tylko swoje pieniądze,
ale i cudze, lub też wyrachowanym cynikiem, który wyłudza kasę od mniej
świadomych osób. Ja jestem ekonomistą i czuję wokół ciebie smród. Nie jestem
zainteresowana. Żegnaj – odwróciła się na pięcie i już jej nie było.
Nawet nie zareagował. Siedział przy stoliku
sącząc wolno kawę.
- Nie ta, to będzie inna – pomyślał.
Ula w ostatniej chwili dopadła odjeżdżający
autobus. Zdyszana osunęła się na siedzenie. – A wydawał się taki miły, taki bezradny, taki zagubiony, a okazał się
zwykłym oszustem.
-
Jak spotkanie córcia? Udane? – zapytał Józef, gdy wraz z młodszą siostrą
zasiadała do kolacji.
-
Nawet nie pytaj. Totalna porażka.
Następnego dnia weszła na portal. Znowu
były na nim jakieś niemoralne propozycje, ale zignorowała je. Odezwał się Mirek
i to dzięki niemu poprawił się jej nastrój. Przez kolejny miesiąc rozmawiała
tylko z nim. Uważała, że nawet jeśli nie wyjdzie im randka w realu, to i tak
przyjemnie było pogadać z kimś normalnym, z kimś kto zawsze tryskał humorem i
nie opowiadał o swoich życiowych porażkach. Przy okazji tych rozmów dowiedziała
się, że jest zapalonym miłośnikiem gór podobnie jak ona. W przeciwieństwie
jednak do niej on kochał wyprawy wysokogórskie, uwielbiał wspinaczki. Ona
traktowała góry bardziej rekreacyjnie. Nagle okazało się, że mają więcej
rzeczy, które ich łączą. Słabość do smacznego jedzenia, zamiłowanie do
gotowania i podobne plany na przyszłość, w których było miejsce na założenie
rodziny, posiadanie dzieci, czy ładny, ciepły dom.
Ta wymiana myśli, opinii i poglądów trwała
i trwała aż wreszcie pomyślała, że nie ma sensu tego ciągnąć w nieskończoność i
to ona zaproponowała spotkanie. Nie chciała już dłużej czekać. W Mirku pasowało
jej wszystko. Przekonała go, że od randek internetowych woli te na żywo.
Zaproponował spotkanie w sobotę o godzinie siedemnastej przed Starą
Pomarańczarnią w Łazienkach. Przesłał jej swoje zdjęcie a ona wysłała mu swoje.
Pomyślała, że przeżywa jakieś déjà vu. Jego zdjęcie było nieostre, zrobione podczas
słonecznego dnia. Twarz nie do rozpoznania, bo padało na nią światło słoneczne
oślepiając przy okazji samego fotografowanego. – Czy oni wszyscy się zmówili i wysyłają dziewczynom zdjęcia, na których
mógłby być każdy? – Z wyglądu sylwetki wywnioskowała, że jest wysoki i
szczupły a na głowie ma sterczące, ciemne włosy. Na wszelki wypadek tak jak
poprzednio opisała mu jak będzie ubrana.
Pogoda dopisała. Było słoneczne, ciepłe,
sobotnie popołudnie. Szła alejką mrużąc oczy od jaskrawych promieni słońca, pełna
radosnego podniecenia. Nie sądziła, że będzie tu dzisiaj tylu ludzi i trochę ją
to zaniepokoiło. Zerknęła na zegarek. Najwyraźniej Mirek się spóźniał.
Dwadzieścia minut później zaczęła się zbierać do powrotu. Rozejrzała się
jeszcze ostatni raz i wtedy go dostrzegła. Stał na środku alejki rozglądając
się niepewnie i lustrując ten tłum tłoczący się przy fontannie.
Nie miała stuprocentowej pewności, czy to
rzeczywiście Mirek, ale kiedy kilka razy zawiesił na niej wzrok uznała, że to
on. W końcu złapali kontakt wzrokowy i uśmiechnęli się do siebie. Ruszył w jej
stronę i kiedy zatrzymał się przed nią odezwała się z wyrzutem.
-
Spóźniłeś się.
-
Nie…, Chyba nie… - spojrzał na zegarek. – Umówiliśmy się o siedemnastej
trzydzieści a jest dwadzieścia pięć po…
-
Umówiliśmy się o siedemnastej.
-
Serio…? W takim razie przepraszam. Coś musiałem pokręcić. Gdzie idziemy? –
zapytał.
-
Nie wiem, a co proponujesz?
–
Zabrałbym cię na najlepsze zapiekanki w mieście, ale skoro jesteś na diecie, to
może przejdźmy się…
Zaskoczona Ula spojrzała na niego
wytrzeszczając oczy.
–
Ale ja nie jestem na diecie. Ważę tyle, ile powinnam.
–
Nie jesteś? Wydawało mi się, że mówiłaś… Chyba znowu coś pokręciłem.
Przepraszam – uśmiechnął się, a w jego policzkach wykwitły dwa słodkie dołeczki.
Ula patrzyła na nie zauroczona myśląc, że on jest pewnie permanentnym podrywaczem,
który pomylił ją z jakąś inną dziewczyną.
– No
to może do muzeum? Akurat trwa wystawa malarstwa polskich abstrakcjonistów, a
ty mówiłaś, że kochasz sztukę. Tak pisałaś, prawda? – spytał z niepewną miną.
– No
lubię, ale tak jak każdy. Nie zachwycam się jakoś specjalnie. Moje zamiłowanie
do sztuki jest dość… umiarkowane.
Dziwna była ta rozmowa i dziwne były
pytania Mirka. W końcu Ula nie wytrzymała.
- Przepraszam
cię Mirek, ale wydaje mi się, że mnie z kimś pomyliłeś…
– Ja
nie jestem Mirek.
– Nie…?
– Ula wytrzeszczyła kolejny raz tego dnia oczy.
– No
nie. Jestem Marek, Marek Dobrzański. Joasia?
–
Nie. Ula. Urszula Cieplak – westchnęła z żalem, bo chłopak coraz bardziej jej
się podobał. Teraz wszystko stało się jasne.
Marek podobnie jak i ona także umówił się w
tym miejscu z kimś poznanym w internecie, ale najwyraźniej ten ktoś go wystawił
tak samo jak Mirek ją. Pokazał jej zdjęcie tej kobiety. Pomyślała, że to jednak
standard, bo na tym zdjęciu mogła być każda. Doszła do wniosku, że Mirek
wystawił ją nie dlatego, że okazała się dla niego niezbyt atrakcyjna, ale
dlatego, że najwyraźniej w świecie się wystraszył. Może był tylko pełnym
kompleksów pryszczatym nastolatkiem, którego rajcowały rozmowy ze starszymi
kobietami a nie dorosłym mężczyzną? Może siedzi tu teraz gdzieś i obserwuje ją
z daleka? Bezwiednie rozejrzała się przeczesując wzrokiem kolorowy tłum. Marek
robił dokładnie to samo. Pewnie doszedł do podobnych wniosków. W końcu
popatrzyli na siebie i jak na komendę wybuchli głośnym śmiechem. Kiedy wytarła
z oczu łzy wywołane tą spontaniczną wesołością uznała, że czas wracać, zająć
się domem i zapomnieć o tym niezbyt miłym uczuciu wstydu i upokorzenia.
Wyciągnęła do Marka rękę.
-
Dziękuję i jeszcze raz przepraszam, że pomyliłam cię z kimś innym.
-
Ula, nie odchodź. Oboje mamy czas więc skoro już spotkaliśmy się i poznaliśmy,
to wykorzystajmy go i chodźmy na tę randkę.
- To wcale nie taki głupi pomysł –
przemknęło jej przez myśl. – Ten dzień
może okazać się nie do końca stracony.
Ten dzień okazał się wspaniały. Marek
okazał się wspaniały. Był typem ciepłego, otwartego człowieka z ogromnym
poczuciem humoru co Uli bardzo odpowiadało. Randka skończyła się późnym wieczorem.
Marek szarmancko odwiózł ją taksówką do domu i poprosił o jej numer telefonu.
Zadzwonił nazajutrz z propozycją kolejnej randki a później spotykali się niemal
codziennie. Każde z tych spotkań okazywało się jedyne w swoim rodzaju i
wyjątkowe. Ula poczuła wreszcie, że znalazła swoją drugą połówkę. Znalazła
mężczyznę, który z każdą spędzoną z nim chwilą stawał się dla niej coraz
bardziej ważny.
Zlikwidowała swój profil na portalu
randkowym. Nie był jej już potrzebny. Zanim go jednak skasowała napisała kilka
słów do Mirka. „Dziękuję ci, że wtedy nie
przyszedłeś, bo dzięki temu znalazłam prawdziwą miłość”.
Wyłączyła komputer, bo właśnie do pokoju
wszedł Marek z ogromnym bukietem czerwonych róż.
K O N I E C
Bardzo fajna mini. Gratuluję 8 milionów i życzę kolejnych wielu, wielu jeszcze milionów. Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze wpisy.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję Halinko. Przy tak licznym Waszym udziale jestem spokojna o kolejne miliony.
UsuńSerdecznie Cię pozdrawiam. :)
Ale fajna niespodzianka;) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCieszę się, że mogę od czasu do czasu sprawić Wam taką niespodziankę.
UsuńPozdrawiam serdecznie. :)
Lekka, miła i bardzo przyjemna mini. Pomysł świetny. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam. :)
UsuńZacieram ręce, bo dzisiaj jedno opowiadanie, a już niedługo drugie. Mini jest świetna. Pozdrowienia i dalszych sukcesów
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję. Oczywiście druga część "Drugiej szansy" w czwartek.
UsuńZapraszam i serdecznie pozdrawiam. :)
Uśmiałam się z nieporozumienia, których bohaterami była Ula i Marek. Ten dialog jest naprawdę zabawny;) Pozdrawiam Mira
OdpowiedzUsuńMira
UsuńNieporozumienie było, ale liczy się to jaki pozytywny skutek przyniosło.
Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za wpis. :)
Kochany tatuś cały czas w formie. Biedaczek nieustająco marzy o zięciu, no i wreszcie marzenie się ziściło;) Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów. Licznik jest ogromny! Edyta
OdpowiedzUsuńEdyta
UsuńJózef zawsze miał parcie na zięcia. Pamiętasz jak na początku serialu mówił, że Ula nie dość, że dostanie pracę to jeszcze narzeczonego znajdzie? Długo go nie miała, ale w końcu pragnienie Cieplaka się spełniło.
Licznik jest niewyobrażalnie wysoki wziąwszy pod uwagę, że blog został założony w październiku 2015 r. Niespełna cztery lata a efekt powalający co bardzo mnie cieszy.
Pozdrawiam Cię pięknie i bardzo dziękuję za komentarz. :)
W pierwszej kolejności OGROMNE GRATULACJE i życzenia na kolejne takie ilości wejść oraz mnóstwo nowych pomysłów i niekończącej się weny.
OdpowiedzUsuńKochana mini WYŚMIENITA. Osobiście nie wiem czy zaryzykowałabym i założyła profil na takim portalu. Ale widocznie Ula już miała dość samotności i wiecznej gadaniny.
Dziękuję Ci bardzo za dzisiaj, miło tak przeczytać coś wieczorem.
Cieplutko pozdrawiam we wtorkowy późny wieczór.
Julita
Julita
UsuńWielkie dzięki. Mam nadzieję, że zainteresowanie tym blogiem nie osłabnie, co w dużej mierze zależy ode mnie a ja zrobię wszystko, żeby tak się stało.
Cieszę się, że mini przypadła Ci do gustu. Ula była już mocno zdesperowana i rzeczywiście miała dość ględzenia ojca. To dlatego tak rozpaczliwie rzuciła się na portal randkowy i potraktowała go jak ostatnią deskę ratunku.
Najserdeczniej Cię pozdrawiam i bardzo dziękuję za komentarz. :)
Na koniec dnia bardzo sympatyczny prezent dla nas. Dzięki. Świetnie się czytało. Cieszę się z sukcesów i trzymam kciuki za dalsze historie. Pozdrowienia
OdpowiedzUsuńMini jest wyrażeniem mojej ogromnej wdzięczności za Waszą obecność tutaj. Za to, że wchodzicie, czytacie i zostawiacie ślad. Bezcenne.
UsuńBardzo dziękuję i najserdeczniej pozdrawiam. :)
hihihi;) Sama poznałam takiego cwaniaczka, co prawda nie przez internet, ale jednak. Na pierwszym spotkaniu zapomniał portfela. Ok, każdemu może się zdarzyć. Na drugim poprosił mnie o pożyczkę znacznej kwoty, bo się dowiedział, że nie mam problemów z finansami. Rozbawił minie do łez. Obraził się. On?! Hahaha. Podobno głupich nie sieją, sami się rodzą. Pozdrawiam i dziękuję za poprawienie humoru Miśka
OdpowiedzUsuńMiśka
UsuńTwoja historia to dowód na to, że takie sytuacje mają miejsce w realu. A w ogóle jak śmiałaś posądzić go o nieuczciwość? Hahaha. Naprawdę wzruszające jest to, że facet poczuł się urażony. Trafiłaś na jakiegoś wrażliwca. Twój komentarz spowodował, że wciąż chichotam. Dziękuję, że i Ty poprawiłaś mi humor.
Najserdeczniej pozdrawiam. :)
Jejku, kiedy to zleciało? Osiem, to wielki sukces. Życzę większej ilości pozostawianych komentarzy, bo historie są bardzo ciekawe. Niekiedy smutne, niekiedy zabawne, tak jak ta;) Przesyłam pozdrowienia
OdpowiedzUsuńJa też nie mogę uwierzyć, że tak szybko minęły te lata. Dopiero bardzo nerwowo przenosiłam bloga z Interii na Bloggera, bo było mało czasu a tu w październiku stukną cztery latka okraszone tą ogromną ilością odwiedzin. Czasem jak pomyślę, miewam zawrót głowy, ale to ze szczęścia, że dostaję od Was tyle dowodów życzliwości i wsparcia.
UsuńBardzo dziękuję Ci za przemiłe słowa i najserdeczniej pozdrawiam. :)
Mini jak zawsze świetna,gratuluję ilości wejść, twoje opowiadania są zawsze ciekawe od początku do końca i życzę dalszych pomysłów na opowiadania. Pozdrawiam Karolina
OdpowiedzUsuńKarolina
UsuńBardzo dziękuję za tyle miłych słów aż ciepło się robi na sercu. Na razie napisałam tyle, że starczy Wam czytania na kolejne trzy lata chociaż oczywiście nie wykluczam sytuacji, ale jeśli przyjdzie mi coś oryginalnego do głowy natychmiast to opiszę.
Pozdrawiam Cię cieplutko i bardzo dziękuję za komentarz. :)
Co to za dziwna kobieta, która puściła kantem takiego Mareczka? I co to za dziwny facet, który nie chciał spotkać się z taką piękną Ulą? W sumie dobrze się stało, bo tych dwoje się odnalazło w tłumie. Serdecznie pozdrawiam i czekam na czwartek;) A i oczywiście wielkie gratulacje! Jolka
OdpowiedzUsuńJola
UsuńBardzo dziękuję a co do samej mini to taka sobie przewrotność losu a wszystko przez te nieostre zdjęcia. Hahaha.
Pozdrawiam Cię najserdeczniej i bardzo dziękuję za komentarz. :)
Nie ma tego złego … Dzięki niezdecydowaniu ich niedoszłych partnerów Ula poznała się z Markiem. Do następnego razu, w czwartek? Pozdrowienia. Edyta
OdpowiedzUsuńEdyta
UsuńOczywiście czwartek jak najbardziej. Mini była tylko bonusem. Za Waszą aktywność na blogu należy Wam się milion takich bonusów, ale u mnie już głowa nie nadąża dlatego wstawiam je wyłącznie z ważnych powodów.
Pozdrawiam Cię serdecznie i cieszę się, że zajrzałaś. :)
Ula zrozumiała, że żaden książę na białym czy innym koniu sam nie zapuka do jej drzwi. Wzięła sprawy w swoje ręce no i wyszło! Fajnie napisana mini;) Gratuluję i czekam na kolejny post. Pozdrowienia;) Kara
OdpowiedzUsuńKara
UsuńNa konia nie ma co liczyć. Janów rozpieprzony przez złą gospodarkę a na szlaku do Morskiego Oka padają ostatnie sztuki. Wszystko przez tych rycerzy z zakutymi łbami. Najlepiej samemu się uaktywnić i zrobić coś ze swoim życiem. Uli się udało.
Pozdrawiam Cię pięknie i bardzo dziękuję za wpis. :)
Ula nie miała zbyt łatwo, Józef nie odpuszczał, a narzeczonego ani widu, ani słychu. Najważniejsze, że się nie poddała i nie robiła nic na siłę. Okazało się, że taka taktyka się opłaciła;) Wynik imponujący! Przesyłam ciepłe pozdrowienia;) Daga
OdpowiedzUsuńDaga
UsuńCo do wyniku też tak uważam, ale on jest taki dzięki Wam.
Ula zdecydowanie nie miała łatwo i jeszcze to gderanie Józefa, które tylko ją denerwowało, bo przecież nic za sobą nie niosło. Często przypadek rządzi naszym życiem i to właśnie miało miejsce jeśli chodzi o Ulę i Marka.
Pozdrawiam najserdeczniej i bardzo dziękuję za komentarz. :)
Nie ma co się tak bardzo dziwić Józefowi. On chce tylko i wyłącznie szczęścia dla swojej córeczki. Wierzy w miłość i w małżeństwo i tego samego życzy Uli, a że ja to może dołować, to już inna historia. Dziękuję za tę opowieść i gratuluję. Czekam na kolejną historię. Pozdrawiam;) Iza
OdpowiedzUsuńIza
UsuńJózef na pewno chciał dobrze, ale jego ględzenie w kółko o tym samym zaczęło być frustrujące i popchnęło niejako Ulę do desperackich kroków. Ale jak to mówią "nie ma tego złego..."
Dziękuję za gratulacje, które tak naprawdę należą się Wam. Pozdrawiam Cię najserdeczniej. :)
Napiszę tylko tyle. Uzależniłam się od Tych opowieści. I nie wiem, naprawdę nie wiem, czy Ci dziękować, czy wręcz przeciwnie;) Gorąco pozdrawiam Becia
OdpowiedzUsuńBecia
UsuńJa także jestem uzależniona, ale od pisania i naprawdę nie wiem, czy kiedykolwiek przestanę. Myślę sobie, że taki nałóg zarówno Twój jak i mój jest w miarę bezpieczny i zupełnie nieszkodliwy. Gorzej by było, gdybyśmy zaczęły wąchać jakiś klej, lub wciągać narkotyki albo, co gorsza pociągać z butelki i uprawiać hazard. Zostań więc ze mną i nie dziękuj, bo to ja dziękuję Tobie i innym.
Serdecznie Cię pozdrawiam. :)
Ale komedia pomyłek;) Świetnie to wyszło. Każdy słyszy, co chce usłyszeć, a nie to co ktoś inny chce powiedzieć. Do czwartku;) Pozdr
OdpowiedzUsuńNie dość, że słyszy, co chce usłyszeć, to jeszcze odczytuje niewyraźne zdjęcia tak jak mu pasuje. Na szczęście wszystko zostało wyjaśnione.
UsuńPięknie Cię pozdrawiam i bardzo dziękuję za wpis. :)
Witaj Małgosiu,
OdpowiedzUsuńKinga ma absolutną rację. To nie tak powinno wyglądać, żeby młodsze rodzeństwo wyprzedzało starsze w zakładaniu rodziny:) Żarty, żartami, ale ta rozmowa dała Uli do myślenia i wzięła sprawy w swoje ręce. Po niewielkich niepowodzeniach dobiła do przystani szczęście:) Dziękuję za interesującą historię i czekam na kolejny odcinek opowiadania. No i oczywiście bardzo, ale to bardzo się cieszę i z całego serca gratuluję! Serdecznie pozdrawiam i przesyłam mnóstwo uścisków:) Gaja
Gaja
UsuńTen wynik tak jak Redbull dodał mi skrzydeł. Mam nadzieję, że i Tobie wyrosną, bo jest się czym cieszyć. Nasi czytelnicy są wspaniali.
Natomiast z tą kolejnością, to nie zawsze wychodzi tak jak powinno od najstarszego do najmłodszego. Czasem bywa odwrotnie, bo małolaty myślą, że seks to zabawa bez konsekwencji. Tak właśnie było z Jaśkiem i Kingą.
Dzięki wielkie za komentarz i za to, że w ogóle znalazłaś czas, żeby przeczytać i skrobnąć parę słów. Do usłyszenia. Mam nadzieję, że jutro. Buziole. :)
Młodość ma swoje prawa no i dość często wydaje owoce miłości. Jasiek i Kinga są najlepszym tego przykładem;) Dobrze, że nikt nie robi z tego ambarasu. Serdecznie pozdrawiam Regina
OdpowiedzUsuńRegina
UsuńTeraz takie sytuacje bywają normą, chociaż zdarza się, że ciężarną córkę wyklina się z rodziny, ale to nie w przypadku Cieplaków. U nich kocha się wszystkie dzieci nawet te z nieprawego łoża.
Bardzo dziękuję Ci za komentarz i najserdeczniej pozdrawiam. :)
Wzruszające opowiadanie. Zarówno Ula, jak i Marek są tutaj tacy trochę nieporadni i nieśmiali. Jednak też zdeterminowani w znalezieniu miłości. Bardzo mi się podobało;) Gorąco pozdrawiam Teresa
OdpowiedzUsuńTeresa
UsuńTę nieporadność i nieśmiałość wywołuje niepewność i niepokój, że jednak ani on nie jest tym, z którym Ula się umówiła, ani ona nie jest ta, z którą umówił się Marek. Ta niezręczność dominuje bo sytuacja jest nietypowa. Z czasem oczywiście takie skrępowanie mija i człowiek zaczyna zachowywać się swobodniej. Cieszę się, że ta mini przypadła Ci do gustu.
Pozdrawiam Cię pięknie i bardzo dziękuję, że zajrzałaś. :)
Fajnie, że Ula poczuła apetyt na miłość;) Dzięki temu zaczęła działać. Poszukiwania rozpoczęła od zmiany wizerunku. Sama z nową sobą lepiej się poczuła. Stała się pewniejsza. Wysiłki w końcu zostały nagrodzone. Jestem pewna, że Ula z Markiem są dla siebie stworzeni. Pozdrawiam i do następnego razu;) Nina
OdpowiedzUsuńNina
UsuńBez wątpienia są dla siebie stworzeni i skoro los pozwolił im się spotkać wykorzystają tę szansę do maximum.
Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję Ci za wpis. :)
To prawda, że znalezienie miłości nie jest proste. Czasami można trafić na jakieś miny, ale nie należy się przejmować. Trzeba nieustająco przeć do przodu w poszukiwaniach. Dzięki takiemu postępowaniu często nam się udaje, tak jak Uli i Markowi;) Serdecznie gratuluję i do następnego. Pozdrawiam;) AB
OdpowiedzUsuńAB
UsuńNa pewno Ula nie miała łatwo. Gdyby było inaczej to ona pierwsza wychodziłaby za mąż a nie żeniłby się Jasiek. Upór i determinacja jednak zrobiły swoje, chociaż zadecydował tu też zwykły przypadek. Oboje mieli jednak sporo szczęścia, że trafili na siebie.
Bardzo dziękuję Ci za wpis i najserdeczniej pozdrawiam. :)
Znowu potwierdza się stara prawda, że jeśli się czegoś bardzo chce, to wszystko można. Każdą przeszkodę pokonamy żeby dopiąć swego. Cieszę się z połączenia się Uli i Marka;) Jak zwykle czekam na kolejną opowieść. Pozdrawiam;) Ola
OdpowiedzUsuńOla
UsuńStopień determinacji Uli był dość wysoki. Gdyby nie to zrezygnowałaby już po pierwszej nieudanej randce. Poznawać się z kimś przez internet, to jest jednak spore ryzyko, bo nie wiadomo na kogo się trafi. Ona od razu trafiła na naciągacza i dobrze, że się zorientowała. Dobrze też, że spróbowała kolejny raz poznać kogoś i tym razem miała więcej szczęścia.
Pozdrawiam Cię pięknie i dziękuję, że zajrzałaś. :)
Świetną wiadomość na koniec opowiadania przekazała Mirkowi Ula. Niech żałuje! A ona rzeczywiście ma mu do zawdzięczenia wielką miłość. Bo gdyby zjawił się na spotkaniu, to kto wie? Znajoma Marka, też nie lepsza. Ale dzięki nim mogli się poznać i pokochać;) Nie warto czasami narzekać na los, bo może okazać się, że wyjdzie to nam na dobre. Do czwartku i oczywiście gratuluję. Miła niespodzianka. Pozdrawiam;) Ada
OdpowiedzUsuńAda
UsuńDziękuję za gratulacje.
Rzeczywiście gdyby nie Mirek, który okazał się niewypałem, Ula nigdy nie poznałaby Marka. Należały mu się podziękowania, bo Marek okazał się jej miłością a Mirek nie wiadomo kim był. Może faktycznie był zakompleksionym, chociaż wygadanym nastolatkiem, choć chyba nie do końca emocjonalnie dojrzałym.
Pozdrawiam Cię najserdeczniej i bardzo dziękuję za komentarz. :)
Marek wymiata, po prostu rozbił bank;) Czuje, że stąpa po cienkim lodzie i lawiruje jak może, hihihi. Dzięki za poprawę nastroju;) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńOni oboje trochę lawirowali, bo nie bardzo wiedzieli co począć z informacją, że nie są tymi, z którymi byli umówieni. Taka trochę komedia pomyłek, ale ze szczęśliwym zakończeniem.
UsuńBardzo dziękuję za komentarz. Przesyłam serdeczności. :)
Ogromne gratulacje z okazji tak wielkiej liczby odsłon na blogu.
OdpowiedzUsuńMiniaturkę o Marku i Uli przeczytałam dość późno i nie chciało mi się już komentować.
Historia jak najbardziej na czasie ,bo sporo część ludzi poznaje się w sieci. Jednym wychodzi,innym nie. Ula nie miała szczęścia do facetów ,a samotność zbyt mocno jej ciążyła pragnęła mieć kogoś kto przy niej zostanie i będzie szczęśliwa ,ale jej poszukiwania drugiej połówki to wcale nie łatwa sztuka ,aż tu przez zupełny przypadek,pomyłkę poznaje faceta ,który w tym samym prawie czasie ,miejscu umówił się z kimś i tak jak ona został wystawiony do wiatru. Nie marnując czasu postanawiają rozpocząć znajomość ,co wychodzi im na dobre ,bo to Marek właśnie jest tą drugą połówką ,którą szukała tak wytrwale Ula. Połączyło ich po prostu przeznaczenie. Fajna ,i trochę humorystyczna mini. Pozdrawiam serdecznie :).
Justyna
UsuńJeśli wyszło choć trochę zabawnie, to mogę być dumna, bo tak naprawdę chyba nie potrafię pisać zabawnych rzeczy. Komizm stworzyła ta otoczka nieporozumień i minęło trochę czasu, zanim doszli do prawdy. Celem było znalezienie miłości i tak właśnie się stało.
Dziękuję za gratulacje. Ja tez zostawiłam coś podobnego na Twoim blogu, bo piękną sumkę pokazał Twój licznik.
Pozdrawiam Cię najserdeczniej. :)
No właśnie takie życie jest. Możemy sobie planować, a i tak przeważnie rządzi nami przypadek. Mieli szczęście, że w ich przypadku tak to się skończyło;) Przyjemna mini. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję.
UsuńTa mini miała być lekkostrawna a nie ciężka i skomplikowana. Cieszę się, że właśnie tak ją odebraliście.
Pozdrawiam pięknie i bardzo dziękuję za wizytę na blogu.:)
Gratuluję i życzę okrągłych dziewięciu milionów. ;)
OdpowiedzUsuńSzczęśliwy zbieg okoliczności i omyłek. Będą mieli co wnukom opowiadać. Ale pewnie gdyby od pierwszej chwili nie zaiskrzyło to nie kontynuowaliby znajomości.
Pozdrawiam miło.
RanczUla
UsuńBardzo dziękuję za gratulacje.
Rzeczywiście, że to taka znajomość, o której można opowiadać wnukom. Ula i Marek mogą być dumni, bo przy tej okazji odnaleźli miłość.
Bardzo Ci dziękuję za komentarz i najserdeczniej pozdrawiam. :)
Bardzo zaskakująca mini, super! Gratuluję tak olbrzymiej ilości wejść na bloga.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam :)
Marzycielko
UsuńDawno Cię nie było na moim blogu, ale bardzo się cieszę, że znowu dodajesz rozdziały u siebie i czytasz inne blogi.
Pięknie dziękuję za gratulacje i najserdeczniej Cię pozdrawiam. :)
O rany, ale piękne. Nie wiem czemu, ale jakoś w połowie zaczęłam się spodziewać zakończenia.
OdpowiedzUsuńPS. Gratuluję tak pięknego wyniku (wiem, że jestem najwolniejszą osobą na świecie, ale to już tłumaczyłam)
Buziaczki :)